Krytyk wewnętrzny – skąd bierze się w naszych głowach?

Jesteś do niczego! Musisz bardziej się starać! Przegrałeś swoje życie. Jesteś bezużyteczny. Nic nie potrafisz zrobić dobrze … – czy ktokolwiek choć raz nie słyszał z tyłu głowy takich komentarzy? Niekiedy pojawiają się tylko na chwilę, w gorszych momentach, kiedy coś nie wychodzi, lub kiedy czeka nas jakieś wyzwanie. Bywa jednak i tak, że stają się naszym stałym towarzyszem, chmurą, która wciąż unosi się nad naszą głową bombardując nas gradem obelg. 

Kim jest Krytyk? 

Jego pierwowzorem może być trener z naszej drużyny piłkarskiej, wymagająca nauczycielka, czy krytyczny wujek. Najczęściej to echo głosu.. naszych rodziców lub opiekunów. Wymagający , krytyczni, lub przeciwnie nadopiekuńczy i niepozwalający na budowanie samooceny opartej na samodzielnym podejmowaniu wyzwań – zwykle nie chcą źle, ale... 

Ci krytyczni marzą, by „wydobyć z dziecka pełny potencjał”, są przekonani, że tylko nieustannym podnoszeniem poprzeczki, atakami i krzykiem mogą zmotywować dziecko do rozwoju. Nie widzą ogromu krzywd jakie mu wyrządzają. Po latach takiego procesu dobra, mądra i zaradna lekarka myśli o sobie jak o „skończonej kretynce” więc spędza noce nad kolejnym podręcznikiem, by choć na chwilę uciszyć wbijający się szpilkami poczucia winy głos. 

Nadopiekuńczy rodzice chcą z kolei głównie chronić, usuwać dziecku spod nóg każdy kamień, każde cierpienie, każde wyzwanie – niestety kreują w ten sposób istotę przekonaną o swojej słabości i niezaradności, niekiedy faktycznej na skutek braku doświadczeń, niekiedy tylko wyobrażonej. Pracujący poniżej swoich kompetencji pracownik biurowy, nieustannie szukający potwierdzenia swoich wyborów u innych, przekonany o swojej kruchości i, przytłoczony wyzwaniami jakie niesie ze sobą zwykły dzień. 

Jest też trzeci typ rodzica wdrukowujący w dziecko program nieustannego samobiczowania, którego już ciężko jest jednak posądzić o dobrą wolę – ten, stosujący przemoc – czy to psychiczną czy fizyczną. Wyzwiska, krzyki, klapsy, poniżanie, śmiech, ironia, manipulacja – to wszystko strategie które skutecznie wpisują w młody umysł toksyczne przekonania. 

Jak uciszyć wewnętrznego krytyka? 

Praca z Krytykiem nie jest łatwa. Dlatego też, że zwykle po prostu się z nim zgadzamy. Gdy rodzic, który jest dla dziecka wszystkim, opiekunem, źródłem wiedzy, bazą do rozwoju wyzywa je od idiotów, nieudaczników, stosuje kary fizyczne, wyśmiewa - dziecko nie ma możliwości, by się temu przeciwstawić, przyjmuje że takie właśnie jest, że to to ono jest złe, niedobre, zepsute. Jeśli krytyczny rodzic wymaga wciąż więcej i więcej („Czwórka, a dlaczego nie piątka? Stać cię na więcej”) nie buduje w dziecku motywacji, tylko toksyczne strategie ucieczki od przekonania, że wciąż jest się „niewystarczająco dobra_y”. Rodzic nadopiekuńczy nie chroni dziecka, przeciwnie odbierając jej/mu możliwość samodzielnego pokonywania trudności wdrukowuje przekonanie o słabości/nieudolności/braku kompetencji – którego nawet faktyczne osiągnięcie nie są w stanie wykrzywić. I to trwa latami. Dzień po dniu, kropla po kropli toksyczne słowa i zachowania kształtują postawę dziecka, by stać się potem nawykiem osoby dorosłej – jej sposobem widzenia samej/samego siebie. 

Pierwszym krokiem, by uwolnić się od krytycznego głosu może być uświadomienie sobie, ze nie jest głosem wszechwiedzącego narratora, źródłem wiedzy o nas samych, lecz głosem zwykłego człowieka – matki, ojca, trenera, nauczycielki – który, tak jak każdy zwykły człowiek mógł nie być doskonały, mógł popełniać błędy, mylić się, którego nie musimy bezdyskusyjnie słuchać i mu ulegać. Ale to dopiero początek drogi. 

Krytyczny głos nie podda się tak łatwo, miał nas w swojej władzy latami, więc tak szybko jej nie odda. Czasem potrzeba do tego kogoś, kto wesprze nas w walce. Troskliwego, empatycznego pełnego wyrozumiałości głosu drugiej osoby – przyjaciela, partnerki, terapeutki. Ten proces pięknie ilustruje film https://www.youtube.com/watch?v=VP7R_WIm6-M, który serdecznie polecam.
Szukaj